ŚLADAMI DAWNYCH FOTOGRAFII I HISTORII SPRZED LAT
Rozmowa z ARKADIUSZEM ZAJDA, miłośnikiem historii Gminy Osielsko
Krystyna Lewicka-Ritter: - Jak na Regionalistę, jesteś młodym, bo zaledwie trzydziestoletnim człowiekiem. Osiem lat temu ukończyłeś studia magisterskie na Wydziale Administracji i Nauk Społecznych na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, rozpoczynając po nich pracę w Urzędzie Gminy w Osielsku. Od jakiegoś czasu prowadzisz na Facebook-u swój autorski profil – „Gmina Osielsko Historycznie”. To właśnie ta działalność historyka-amatora spowodowała, że zostałeś zaproszony przez Starostę Bydgoskiego do Rady Kultury Lokalnej i Promocji Ziemi Bydgoskiej. Wiem, że odebrałeś to zaproszenie z ogromnym zadowoleniem.
Arkadiusz Zajda: - To duża satysfakcja znaleźć się w tak zacnym i zaledwie ponad dwudziestoosobowym gronie Rady Regionalistów powiatu bydgoskiego. Dla człowieka rozpoczynającego dopiero swoją nazwijmy to regionalistyczną drogę – to nie tylko ogromne wyróżnienie, ale również… zobowiązanie. Tym bardziej jest to dla mnie nobilitujące, gdyż stronę, o której wspomniałaś prowadzę dopiero dwa lata. A dlaczego zdecydowałem się opowiadać historię gminy Osielsko? Są to po prostu moje rodzinne strony. Tutaj spędziłem swoje dzieciństwo, tutaj chodziłem do szkoły podstawowej oraz gimnazjum, to właśnie stąd w trakcie studiów codziennie ruszałem na pobliską uczelnie a następnie po zajęciach wracałem. Wracałem do mojego rodzinnego domu – do siebie. Tutaj mieszkają moi rodzice i krewni. Stąd wywodzą się moi Przodkowie. To ich losy i moje badania nad rodzinnym drzewem genealogicznym skłoniły mnie do tego, że zainteresowałem się bardziej historią Osielska. Moi przodkowie byli już tu w XVIII wieku. Sięgając tak daleko wstecz, po pewnym czasie zacząłem się zastanawiać, jak wyglądała ta lokalna rzeczywistość, w której żyli moi pradziadowie. Dlatego aby zaspokoić swoją ciekawość zacząłem poszukiwać wszelakich informacji związanych z historią gminy Osielsko. Dwa lata temu stwierdziłem, że w sumie udało mi się nazbierać sporo ciekawego materiału w tym zakresie, dlatego postanowiłem podzielić się tym wszystkimi materiałami z innymi ludźmi za pośrednictwem swojego autorskiego profilu na FB. Zacząłem publikować informacje związane z historią mojej rodziny, wsi oraz gminy Osielsko. Ponadto współpracuję także z naszą lokalną gazetą prowadzoną przez Gminny Ośrodek Kultury - „Panoramą Osielska” - gdzie również publikuję materiały związane z tą tematyką.
Klr: - To bardzo ambitne zadanie, bowiem do gminy Osielsko należy aż siedem sołectw: Bożenkowo, Jarużyn, Maksymilianowo, Niemcz, Niwy-Wilcze, Osielsko oraz Żołędowo, czyli teren bardzo rozległy, ale dający też możliwości „szperania” w bogatych źródłach, w archiwach, bibliotekach…
A.Z. - Historia tych miejscowości wciągała mnie coraz bardziej. Chciałem wiedzieć coraz więcej nie tylko o życiu moich Przodków, ale również o naszej lokalnej historii. Niestety, informacji na temat przeszłości naszej gminy było jak „na lekarstwo”. Po rozpoczęciu poszukiwań szybko zorientowałem się, że nie ma całościowego opracowania, które kompleksowo eksponowałoby historię miejscowości wchodzących w skład naszej gminy. Z tego powodu zacząłem przeglądać publikacje, w których mogły być zawarte interesujące mnie informacje w sposób pośredni. Na przykład w książkach traktujących o historii Fordonu, udawało mi się znajdować wzmianki dotyczące miejscowości Jarużyn, gdyż w przeszłości miejscowości te były ze sobą związane. Śladów lokalnej przeszłości szukałem także w dawnej przedwojennej prasie, między innymi przeglądając całe roczniki „Dziennika Bydgoskiego”, czy „Ostdeutche Presse”. Ten ostatni tytuł na przykład pomógł mi pogłębić moją wiedzę w zakresie historii miejscowej wspólnoty ewangelickiej. Ponadto zgłębiałem bazy danych ze starymi dokumentami dostępnymi on-line, a także źródła osiągalne w Państwowym Archiwum w Bydgoszczy, gdzie przeglądałem zbiory dotyczące naszych poszczególnych miejscowości. To były bardzo owocne poszukiwania!
Klr: - Podejrzewam, że to były dość mozolne poszukiwania, wymagające także pogłębienia wiedzy z zakresu języka niemieckiego czy umiejętności czytania dawnych akt.
A.Z. – Zgadza się. Niemniej w badaniach tych źródeł pomagała mi także sztuczna inteligencja, która jest bardzo przydatna w tłumaczeniu tekstów z łaciny i niemieckiego na język polski. Choć zdarzały się i takie sytuacje, że i ona nie dawała rady gdy przeglądany dokument w kopii cyfrowej sam w sobie w wersji fizycznej był mało czytelny. Niestety, wtedy musiałem zacząć „kombinować” i próbować odczytać dany tekst bardziej tradycyjnymi sposobami. Ale to co w końcu udało mi się odczytać, warte było najwyższych poświęceń. Za przykład może posłużyć wpis z księgi metrykalnej, który dotyczył mojego pradziadka z linii „po kądzieli” z aż sześciokrotnym – pra! Był nim włościanin z Osielska, Szymon Bielawski, który umarł podobno w wieku 90 lat, a Jego akt zgonu był z roku 1822. Z tego wynikałoby, że musiał urodzić się w 1732 roku! Ten prapraprapraprapradziadek był sługą kościelnym, co było zapisane w Jego akcie zgonu, w którym widnieje także nazwa miejscowości gdzie zmarł – czyli Osielsk!
Klr: - Na swoim profilu FB „Gmina Osielsko Historycznie” poruszasz właśnie temat nazwy swojej rodzinnej miejscowości. Faktem bowiem jest, że kiedyś Osielsko nazywało się OSIELSK…
A.Z. - Nawet jeszcze do pierwszej wojny światowej - nazwa naszej miejscowości brzmiała - OSIELSK. Zatem mówiąc o moich praantenatach powinienem używać tej niegdysiejszej nazwy, ponieważ taka istnieje w ich metrykach urodzeń i aktach zgonów. Tę nazwę widać zresztą i obecnie na budynku starego młyna w Osielsku przy Szosie Gdańskiej, gdzie jest bardzo wyraźnie widoczna i brzmi – Młyn Osielsk! Ten budynek nie jest już młynem, i pełni obecnie funkcję obiektu mieszkalno- usługowego. Ale jest tam ślad po tej historycznej nazwie obecnego Osielska. Zawsze z sentymentem podchodzę do tej dawnej nazwy. Jest to bowiem dla mnie ważny symbol zmagań o lokalną tożsamość. Być może wiele osób skłonnych byłoby walczyć o przywrócenie tej dawnej nazwy i dziś jak kiedyś dawni mieszkańcy Osielska. Otóż miałem możliwość przeglądania dokumentacji z okresu dwudziestolecia międzywojennego, która dotyczyła posiedzeń ówczesnej Rady Gminy Osielsko. Jeden z protokołów posiedzeń tejże Rady z grudnia 1920 roku stanowi o tym, że „W sprawie przezwania gminy naszej z Osielsk na Osielsko, jest ogólnym życzeniem aby gmina nasza nazywała się nadal Osielsk a nie Osielsko”. Niestety nic to nie dało. Ponowna próba przywrócenia dawnej nazwy przez radnych miała miejsce w 1922 roku, również przeszła bez skutku. Zresztą w bydgoskiej prasie natrafiałem na artykuły świadczące o tym, że co jakiś czas, ktoś miał problem z nazwą Osielsko proponując zmianę tej nazwy na inną, jak na przykład Witosowice – na cześć Wincentego Witosa lub Kurjerowo Poznańskie!? Ale mimo ewidentnych sporów – zostało Osielsko. Współcześnie nazwa Osielsko w kontekście miejscowości bądź też gminy jest często uważana przez ludzi za markę samą w sobie, za synonim pewnego rodzaju sukcesu. Poniekąd ci ludzie oczywiście mają racje, gdyż gmina Osielsko już od lat zdobywa wyróżnienia i nagrody w różnego rodzaju rankingach i konkursach lokalnych oraz ogólnopolskich za swoje wysokie wskaźniki rozwoju na wielu polach. Dziś krótko mówiąc jest to ewidentnie bardzo dobra gmina do życia.
Klr: - Badając liczne źródła historyczne znajdowałeś ciekawe informacje na temat dziejów gminy. Ciekawym okresem był czas powrotu tych terenów do Polski po latach niewoli i rządów niemieckich kolonistów.
A.Z. – Pierwsze lata wolności, to był przede wszystkim czas wielkiego chaosu. Po roku 1920 wyjeżdżali stąd niemieccy osadnicy. Przyjeżdżali natomiast Polacy z różnych stron kraju i tutaj znajdowali swoje miejsce na ziemi. Odrodzone państwo Polskie w tamtym okresie borykało się zresztą z wieloma problemami, nie tylko na naszych terenach, ale w całym kraju. Przypominam trwała wtedy jeszcze wojna polsko-bolszewicka. Takie sytuacje wspomnianego chaosu, niestety tworzą lukę dla bezprawia. Nie było instytucji stanowczo egzekwujących prawo. Byli natomiast tacy, którzy okradali, rabowali tych mających już jakiś dorobek. Z dokumentacji z tamtego okresu dowiedziałem się, że mieszkańcy Osielska, chcąc się chronić przed rabusiami szukali na przykład kandydata na stanowisko stróża nocnego. Ale niestety nikt nie zgłosił się do tej pracy. W związku z tym sami postanowili zorganizować własne patrole, wyznaczając sobie społeczne nocne dyżury. Wyczytałem także, że teren wsi miały patrolować trzy pary takich „wolontariuszy”. Był tylko jeden wymóg skierowany do rządu, by zaopatrzono tych „strażników” w broń palną. Niestety nie znalazłem informacji czy rzecz całą sfinalizowano. Ale widać po tej sprawie, że Osielszczanie chcieli brać sprawy w swoje ręce. W pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości, z inicjatywy mieszkańców, w Osielsku powstaje również Ochotnicza Straż Pożarna.
Klr: - Wiele tych gminnych historii opowiadasz subiektywnie – przez pryzmat losów swoich Przodków, ponieważ dzieje Twojej rodziny są jej częścią.
A.Z. – Dokładnie, gdyż takie historie mnie budują. Dokładnie takie jak historia mojej prababki Anny Juszczak z okresu II wojny światowej. Ona wraz z dwójką dzieci, bez męża, który poszedł z wojskiem na wojnę – ruszyła pieszo, na początku września 1939 roku na wschód. Postanowiła uciec z dziećmi, jak najdalej przed zbliżającymi się Niemcami. Jednak gdy dotarła ona z dziećmi do Kutna, okazało się, że Rosjanie napadli od wschodu na Polskę i nie ma już dokąd uciekać! Po kilkunastu dniach wróciła z tej okropnej ucieczki szczęśliwie na swoje gospodarstwo w Niwach. Przy okazji tej historii staram się również wyobrazić, co wtedy mogły czuć moja prababcia i jej córka — czyli moja babcia, która miała wówczas pięć lat. Z jakimi zagrożeniami musiała się mierzyć w tej wojennej zawierusze samotna matka z dwójką małych dzieci? To musiało być straszne. Niemniej o lokalnej historii opowiadam także, posługując się starymi rodzinnymi zdjęciami. Przykładem takiej historii uchwyconej w obiektywie jest fotografia opublikowana na mojej stronie, przedstawiająca człowieka żniwującego na własnym polu. Jest to zdjęcie wykonane w 1981 roku przedstawiające mojego dziadka Juliana Zajda w trakcie prac na polu. Przybył on po drugiej wojnie światowej do gminy Osielsko z Kalwarii Zebrzydowskiej. Dziadek z zawodu był stolarzem. Zresztą jak jego ojciec. Ten zawód przechodził w mojej rodzinie z ojca na syna. Ja się „wyłamałem” już z tej rodzinnej tradycji. Dziadek prowadził swój zakład stolarski od 1958 roku do 1989 roku, najpierw na Niwach, a potem w Osielsku. Choć, jak widać na zdjęciu, także trochę gospodarzył. Ale o czym jeszcze świadczy to zdjęcie? O upływie czasu! Dzisiaj w tym miejscu, gdzie widać mojego żniwującego dziadka, jest już zupełnie inna przestrzeń. Współcześnie to miejsce wygląda zupełnie inaczej, dziś za dziadkiem zobaczylibyśmy fragment ulicy, boisko piłkarskie oraz park. Jednak muszę się przyznać, że moje ulubione zdjęcie opublikowane na stronie to zdjęcie przedstawiające przedwojenny zakład fryzjerski w Bydgoszczy znajdujący się niegdyś przy ulicy Gdańskiej. Na fotografii widać, jak trzech mężczyzn stoi przed tymże zakładem. Ten najwyższy to mój krewny Józef Dolski, brat mojego pradziadka Wacława Dolskiego. Józef był fryzjerem i właścicielem tego zakładu.
Klr: - Wśród materiałów, które zwróciły moją uwagę, są te poświecone znamienitym obywatelom związanym z gminą Osielsko.
A.Z. - Staram się chronić pamięć o tych zacnych osobach i rodzinach związanych z tą ziemią. Ważną postacią dla naszej gminy jest żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku hrabia Maksymilian Moszczeński. Koniecznie trzeba też wspomnieć o rodzinie Kierońskich, właścicielach browaru w Myślęcinku, budujących zręby polskiej gospodarki po roku 1920. Właściciel browaru Józef Kieroński spoczywa na zabytkowym cmentarzu przy kościele rzymskokatolickim w Osielsku. Leży tam również jego ojciec Władysław Kieroński, który był powstańcem styczniowym. Na tym samym cmentarzu znajdują się również groby Grygrowiczów, dawnych właścicieli nieistniejącego już majątku Rybieniec, a także Państwa Jana i Anny Jaranowskich, niegdysiejszych dzierżawców majątku Myślęcinek. Z estymą wspominam także na moim profilu księdza Henryka Mrossa, zmarłego w roku 2000 dawnego proboszcza parafii rzymskokatolickiej w Osielsku, którego pamięć wciąż jest żywa w naszej gminie. Mieszkańcy wspominając księdza Mrossa mówią, że był to duszpasterz dla ludzi. Zasłużył się bardzo dla lokalnej społeczności na wielu polach. To właśnie między innymi dzięki Jego inicjatywie w Niemczu powstała najpierw kaplica, która później dała podwaliny do zbudowania kościoła i finalnie powstania nowej parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych w Niemczu.
Klr: - W Niemczu jedna z ulic została nawet nazwana imieniem księdza Henryka Mrossa. Czy wśród patronów gminnych ulic jest także znany ze swojej patriotycznej działalności w okresie zaborów hrabia Maksymilian Moszczyński herbu Nałęcz?
A.Z. – Niestety, jak dotąd hrabia Moszczyński jeszcze nie doczekał się „swojej” ulicy. A rzeczywiście w panteonie żołędowskich bohaterów zajmuje On poczesne miejsce. Był bowiem dziedzicem majątku Żołędowo, które było w posiadaniu jego przodków już od końca XVI wieku! Moszczeńscy zostawili po sobie w Żołędowie, między innymi obecny drewniany kościół z 1715 roku. Dziś jest to jeden z trzech ostatnich starych drewnianych kościołów znajdujących się na terenie obecnego powiatu bydgoskiego! Sam hrabia Maksymilian Moszczeński był patriotą wspierającym różnego rodzaju działania na rzecz sprawy polskiej w czasie zaborów. Wspierał także finansowo powstańców styczniowych oraz gościł w Żołędowie w trakcie jego trwania powstańczego pułkownika Wincentego Raczkowskiego, który miał na terenie naszego zaboru gromadzić broń oraz werbować ochotników do walki z zaborcą. Po śmierci Maksymiliana majątek przejęła jego córka Jadwiga, która po śmierci ojca wyszła za mąż za Ignacego Mycielskiego herbu Dołęga. Moszczeńscy mieszkali niedaleko kościoła w Żołędowie we dworze, który niestety nie dotrwał do naszych czasów. Rzeczywiście warto byłoby uszanować pamięć tego patrioty nazwą ulicy, może w Żołędowie.
Klr: - W swoich archiwalno-bibliotecznych poszukiwaniach historycznych nie ograniczasz się już tylko do wątku rodzinnego. Można powiedzieć, że teraz, po dwóch latach prowadzenia tego autorskiego portalu, pochłania Cię już każda ciekawa historia, każda informacja godna głębszej analizy. Mnie bardzo zainteresowała również historia czarownic z Osielska…
A. Z. - W XVII i XVIII wieku tereny dzisiejszej gminy Osielsko, w tym miejscowości Niemcz, Żołędowo i Jastrzębie, uchodziły za miejsca związane z działalnością czarownic. W lokalnych przekazach i dokumentach sądowych pojawiały się liczne oskarżenia o czary, często oparte na błahych lub niezrozumiałych poszlakach. Przykładowo, jedną z mieszkanek Niemcza oskarżono o czary za nauczenie dziecka wykonywania prostych zabawek z liści! Z kolei w innej sprawie kobieta została posądzona o rzucenie uroku podczas sprzeczki w karczmie, co zakończyło się dla niej tragicznie, gdyż spalono ją na stosie. Historie te pokazują, jak silne były wówczas przesądy i jak łatwo niewinne osoby mogły paść ofiarą oskarżeń o czary.
Klr: - Widać, że publikujesz na swoim profilu FB nie tylko informacje, które odkrywasz w swoich badaniach, ale pokazujesz również opracowania i informacje, których autorami są inni badacze historii gminy.
A.Z. - Tak, jak najbardziej. Na przykład ostatnio opublikowałem na stronie tekst Łukasza Golasa, również członka powiatowej Rady Regionalistów oraz nauczyciela historii w szkole podstawowej w Osielsku. Napisał on genialny artykuł opowiadający o historii gospodarczej Osielska w XIII-XIV wieku. Ponadto niedawno na swoim profilu także udostępniłem informację stanowiącą o nowej książce Krzysztofa Drozdowskiego, znanego i cenionego pisarza bydgoskiego. Jego najnowsze dzieło pt. „Wampir z Osielska” opisuje słynną sprawę seryjnego mordercy z Osielska z lat sześćdziesiątych XX wieku.
Klr: - Twój portal cieszy się coraz większą popularnością. Zdobywasz wielu nowych czytelników, dostarczających Ci również kolejnych tematów, bądź wydobywających ze swoich domowych albumów stare fotografie. Przypuszczam, że przed Tobą jeszcze długa droga kronikarza, opisującego nieznane dzieje Twojej Małej Ojczyzny…
A.Z. - Cieszy mnie, że pracując w Referacie Spraw Obywatelskich, gdzie przewija się naprawdę sporo interesantów, niektórzy rozpoznają mnie jako autora strony „Gmina Osielsko Historycznie” i podkreślają, że z dużym zainteresowaniem czytają zmieszczone tam artykuły i zawsze czekają na jakąś kolejną historię czy ciekawostkę. Tym moim stałym Czytelnikom mogę więc teraz odpowiedzieć, że w najbliższym czasie opublikuję informacje dotyczące jeziora Targowo znajdującego się nadal w Osielsku. Na jego ślad natknąłem się, przeglądając starą mapę z połowy XIX wieku. Co to był za akwen i do czego służył mieszkańcom Osielska – o tym już opowiem niebawem na profilu „Gmina Osielsko Historycznie”. A korzystając z okazji zapraszam Państwa do obserwacji mojej strony na Facebook-u, jak i również wypatrywania moich artykułów w „Panoramie Osielska”. Przypuszczam bowiem, że w licznych archiwach i domowych albumach mieszkańców gminy Osielsko znajdują się prawdziwe skarby, ślady naszej lokalnej przeszłości. Zachęcam więc Państwa do tego byście zechcieli się ze mną podzielić swoimi rodzinnymi wspomnieniami. Chętnie obejrzę Państwa albumy ze zdjęciami oraz pamiątki po Państwa Przodkach. Może to będzie przyczynek do napisana kolejnej ciekawej historii?







