JAK ŚLIWKA W… POWIDŁA!
Z Hanną i Janem Iwanowskimi – twórcami Święta Śliwki w Strzelcach Dolnych, rozmawia Krystyna Lewicka-Ritter
Jan Iwanowski – jest członkiem Rady Kultury Lokalnej i Promocji Ziemi Bydgoskiej działającej przy Staroście Bydgoskim.
Krystyna Lewicka-Ritter: - Tegoroczne Święto Śliwki w Strzelcach Dolnych, to już 25 edycja tej imprezy, którą tak pokochali goście przybywający na to święto niemal z całego świata. W tym roku to było znowu blisko 300 wystawców! I nie popsuła tego święta nawet ulewna pogoda w pierwszy dzień jarmarku. W drugim dniu mieliśmy do czynienia z istnym najazdem gości na Strzelce Dolne! A wszystko zaczęło się…
Jan Iwanowski: - Zaczęło się pod koniec XX wieku,, gdy po reformie Balcerowicza, „padła” przetwórnia owocowo-warzywna w Fordonie odbierająca towary od rolników i sadowników z naszej wsi. Wtedy, straciliśmy rynek zbytu i możliwość utrzymania naszych rodzin z pracy na roli. Z czego żyli także nasi prapradziadkowie. Strzelce Dolne to wieś nad Wisłą z łąkami w dolinie i sadami na pagórkowatych zboczach. Mieszkańcy, od wieków żyli więc tu z hodowli bydła mlecznego i owiec, ale także z uprawy owoców i warzyw uprawianych na tych pagórkach i nasłonecznionych zboczach naszych „górek”, czyli tam, gdzie wiślane powodzie nie sięgały. Towary z naszych gospodarstw, także te przetworzone, przez wieki były odbierane przez handlowców przypływających do nas Wisłą! Transportem konnym nie przewieziono by tyle, ile rzecznymi statkami. Na przełomie wieku XIX i XX - karczmarz, który miał swój lokal nad Wisłą – był dobrym handlowcem, kupował mąkę nawet z Młynów Rothera w Bydgoszczy i sprzedawał wszystko na statki i barki.
Komunistyczne lata powojenne całkowicie zniszczyły prywatną inicjatywę i prywatny handel. Nam, rolnikom ze Strzelec Dolnych, zakazano nawet smażenia powideł i suszenia owoców – z czego żyli nasi dziadkowie i ojcowie. Suszarnie owoców musieliśmy zniszczyć. Kto tego nie zrobił – płacił wysoką karę! Miedziane kociołki do smażenia powideł ludzie pozakopywali w ziemi, bo nie wolno nam było ani suszyć owoców, ani smażyć powideł. Dopiero jak powstała przetwórnia owoców i warzyw w Fordonie – mieliśmy zbyt na nasze płody rolne. Ale Przetwórnia padła pod koniec XX wieku, a nam gospodarzom z kredytami ze Strzelec Dolnych - w wyniku polityki Balcerowicza, znów bieda zajrzała w oczy! Ja miałem własny transport, to woziłem owoce i warzywa do Gdańska czy Warszawy na giełdę rolną, ale reszta sąsiadów pojechała „za chlebem” do pracy za granicę. Na szczęście nie sprzedali ziemi, uratowali ją dla siebie i przyszłych pokoleń. Jeżdżąc po Polsce widziałem jak ludzie sprzedają swoje towary na różnych jarmarkach. Zaproponowałem wtedy mieszkańcom, byśmy zrobili taki jarmark w Strzelcach Dolnych, by to klienci do nas przyjeżdżali kupować nasze produkty. Produkty naznaczone naszą prawie trzystuletnią historią i tradycją! Wówczas nikt nie wierzył, że to się może udać. Byli tacy, co pukali się w czoło, postrzegając mnie jako marzyciela… Ale byłem uparty. Na pierwszym jarmarku w 2001 roku - razem z nami prezentowały się trzy gospodarstwa, z których każdy wystawił jeden kociołek z powidłami. Podkreślaliśmy też wówczas, że u podstaw tej idei legła nasza blisko 300-letnia tradycja powidlarsko-handlowa.
Hanna Iwanowska: - Na tym pierwszym Święcie Śliwki, razem z nami, stanęła pani Maria Jura, która już dzisiaj nie smaży powideł, ale tę działalność kontynuuje kolejne rodzinne pokolenie. Była również Danka Rak – mająca dzisiaj także kontynuatorów swojego dzieła oraz Marysia Wyżgowska – która smaży powidła do dzisiaj. Pamiętam jak mój mąż pomagał właśnie Marysi wyciągnąć ich miedziany, zwany kuprowym, kociołek do powideł, gdyż ten był… zabetonowany. Ale dlaczego Janek im pomagał? Ponieważ mąż Marysi był w Niemczech i tam – jak inni rolnicy z naszej wsi - zarabiał pieniądze, by utrzymać rodzinę! Od początku jednak inicjatywę mojego męża wspierały kobiety ze Strzelec Dolnych. Reaktywowaliśmy bowiem koło gospodyń wiejskich, które działało tutaj w latach powojennych – nawet jeszcze do lat 70. - za czasów naszych rodziców. Przewodniczącą tego reaktywowanego koła została pani Maria Jura.
Na pierwszy śliwkowy jarmark w 2001 roku przygotowałyśmy pięknie, nakryte białymi obrusami stoły, upiekłyśmy ciasta, ugotowałyśmy tradycyjne potrawy – kluski, pierogi. Było bardzo uroczyście. Wielu z tych wątpiących, przyszło z ciekawości zobaczyć co z tego będzie? Niektórzy nawet podśmiewali się z nas i nie wierzyli, że to się może udać. Dla nas było też ważne, że przejeżdżający drogą obok przypadkowi ludzie zatrzymywali się i… zostawali z nami na dłużej. Widać było to zainteresowanie. Obliczyliśmy, że przewinęło się przez to pierwsze śliwkowe święto około 700 osób! My byliśmy w szoku, że aż tyle osób zaszczyciło nas swoją obecnością! Teraz to już są setki tysięcy gości, które przewinęły się przesz te 25 lat naszej działalności. Niektórzy „wpadają” do nas przez cały rok jak śliwki… w kompot, a raczej w powidła.
Jan Iwanowski: - Mogę powiedzieć, że zaczęliśmy z wysokiego pułapu. Byłem wówczas radnym w naszej gminie i udało mi się zaprosić na to Święto Śliwki ważnych gości . Był między innymi ówczesny marszałek województwa kujawsko-pomorskiego – Waldemar Achramowicz, jego zastępca – Jan Szopiński. Był także wojewoda Józef Rogacki, starości powiatu bydgoskiego: Piotr Myszkier i Jan Graczkowski oraz nasz ówczesny wójt – Krzysztof Szala. To właśnie samorządowcy, którzy przyjechali na pierwsze Święto Śliwki, sprawili, że wątpiący uwierzyli w tę ideę, a nam rosły skrzydła do dalszych „lotów”. Na kolejne jarmarki już nie musieliśmy nikogo namawiać. Nasza Strzelecka Dolina żyła teraz od jarmarku do jarmarku
Klr: - Kolejne śliwkowe jarmarki w Strzelcach Dolnych to już tłumy i tysiące osób odwiedzających i setki wystawców z całej Polski! Powidła strzeleckie smażone tradycyjnie bez cukru i Święto Śliwki stały się marką nie tylko powiatu bydgoskiego, ale całego województwa. Wizytówką polskiego produktu regionalnego i tradycyjnego.
Hanna Iwanowska: - To również stawiało przed nami kolejne wyzwania! Na początku wykorzystywaliśmy słoiki z odzysku. Wyparzałyśmy je w piekarnikach. Nie było etykietek na słoiki, których dorobiliśmy się w roku drugim roku naszej działalności Graficznie opracował je, wraz z moim mężem, 14-letni chłopiec - Piotr Saj. Nie mieliśmy jednolitych strojów. Wszystko to wypracowaliśmy w kolejnych latach. Ale powidła od zawsze smażyliśmy w kociołkach miedzianych, z samych tylko świeżo zerwanych owoców, bez cukru - według receptury naszych pradziadków i prababć.
Po tym pierwszym jarmarku okazało się, że znów mamy zbyt na owoce i warzywa z naszych sadów i ogrodów. Mężowie wrócili z pracy za granicą. Mieszkańcy Strzelec Dolnych – jak za dawnych czasów – znów mogli żyć dzięki pracy z roli. Mało tego. Mogli żyć ze sprzedaży nie tylko surowych produktów rolnych, ale już przetworzonych! Nasi klienci domagali się też innych dawnych smakołyków. Skorzystaliśmy z tego, ponieważ rosną u nas także czereśnie, wiśnie, porzeczki, agrest, gruszki, dynie, buraczki, kabaczki, cukinie, cebula. Obecnie nasz „słoikowy” asortyment to przekrój przetworów z dawnej spiżarni babci, wzbogacony nawet nowoczesnymi produktami. Warunek! Musi być przygotowany bez żadnej chemii ani konserwantów lub innych tego typu „wynalazków”. Od 2010 roku, od kiedy zostałam przewodniczącą naszego koła – bardzo o to dbamy i tego przestrzegamy. Cieszymy się, że zdrowe żywienie, takie rodem z wiejskiej zagrody i spiżarni - stało się modne! Widać to na naszym jarmarku jak szybko znikają tradycyjne placki ziemniaczane, pierogi, kluski, naleśniki, pysze zupy z czerniną i żurkiem na czele! No i nasze słoiki z przetworami! Na każdym jednak stoisku z naszego Stowarzyszenia „Strzelecka Dolina”, które zawiązaliśmy w roku 2014. królują one – powidła strzeleckie ze Strzelec Dolnych. Są one zarejestrowane jako produkt tradycyjny w polskim ministerstwie rolnictwa.
Jan Iwanowski: - Powołanie Stowarzyszenia stało się koniecznością. Dzięki niemu mogliśmy, między innymi zarejestrować nasz region w Unii Europejskiej i stworzyć grupę producencką rolników indywidualnych. Uszyliśmy paniom także piękne stroje, stylizowane na kujawskie, w których chętnie chodzą nawet nasze młode dziewczyny! I tutaj chcę podkreślić Krystyno, że propagowana przez Ciebie idea stroju ludowego zakładanego nie tylko na scenę, ale niemal na co dzień, jest doskonałym przykładem. Twój przykład między innymi sprawił, że i u nas panie – te młode i te starsze – chętnie pokazują się w naszym strzeleckim stroju, który przygotowaliśmy według własnego projektu, a który uszyła i wspólnie projektowała nasza zdolna koleżanka-krawcowa Józefa Rak. Cieszy nas także fakt, że do naszego Stowarzyszenia przystąpili także miejscowi mieszkańcy, którzy tutaj wybudowali swoje nowe domy. Wspierają nas zatem w naszej działalności również mieszkający w naszej wsi lekarze, prawnicy, wykładowcy uniwersyteccy.
Klr: - Na czele tego Stowarzyszenia, skupiającego obecnie 25. członków stoi Jan Iwanowski, twórca tego wyjątkowego wydarzenia jakim jest Święto Śliwki w Waszej wsi. A powidła, są podstawowym produktem, po który przyjeżdżają tutaj smakosze z całego świata. Zachwyca ich jakość i niebiański smak. Jako produkt handlowy są one również pod kontrolą instytucji stojących na straży jakości produktów spożywczych.
Jan Iwanowski: - Wszyscy powidlarze z naszej wsi są kontrolowani między innymi przez Wojewódzki Inspektorat Jakości Handlowej i Usług, który nie informuje nas kiedy inspektor przyjdzie na kontrole. Sami zresztą staramy się zdobywać różne certyfikaty, uwiarygodniające wysoką jakość naszych produktów spożywczych. W 2021 roku złożyłem jako stowarzyszenie wniosek do Unii Europejskiej o przyznanie nam Chronionego Oznaczenia Geograficznego Doliny Dolnej Wisły jako obszaru, skąd pochodzą powidła strzeleckie, UWAGA!!! słodsze niż europejskie, ponieważ śliwki dojrzewające na południowo-wschodnich zboczach naszych pagórków są słodsze niż te z innych krajów unijnych! Bardzo w tym zgłoszeniu pomogła nam Agnieszka Zamojska, która wie jak należy pisać takie unijne projekty. Po wielu zatem badaniach naszych powideł przez profesorów z różnych uczelni, przez różne polskie i unijne instytucje, a nawet amerykańskie - Unia Europejska w zapisie o oznaczeniu geograficznym produktu zapisała, że nasze powidła smażone jedynie z owoców, w miedzianych kociołach – bez dodatku cukru - są słodsze niż te znane w Unii Europejskiej wcześniej! Po tych wszystkich badaniach w lipcu 2023 roku otrzymaliśmy certyfikat, nadający nam Chronione Oznaczenie Geograficzne Doliny Dolnej Wisły na bazie powideł strzeleckich. Naturalnie słodszych powideł strzeleckich, bo zawierających nawet 45 procent cukru – a smażonych jedynie z owoców! Mamy więc i taką unijną licencję na nasze powidła strzeleckie! Oznaczoną geograficznie w Unii Europejskiej Dolinę Dolnej Wisły od Torunia aż po Gniew. I to też jest nasza duma. O takie oznaczenie w Polsce występowało także jabłko grójeckie, sery korycińskie, dereń podkarpacki.
Hanna Iwanowska: - Mamy przykłady, że nasze bezcukrowe powidła są zalecane przez niektórych lekarzy osobom ze schorzeniami przewodu pokarmowego czy nawet dla diabetyków jako produkt spożywczy, który mogą oni włączać do swojej diety.
Klr: - Przez 25 lat budowaliście nie tylko wysoką markę jakościową powideł strzeleckich, ale także zdobywaliście wiele rynków zbytu. Zapewne łatwiej byłoby wyliczyć, gdzie nie ma na świecie powideł ze wsi Strzelce Dolne.
Hanna Iwanowska: - Na pewno nie ma ich w wielkopowierzchniowych marketach, ponieważ nie jest to produkt przemysłowy. Można je natomiast znaleźć w całej Polsce w sklepach ekologicznych. To jest produkt ekskluzywny, wytwarzany w limitowanych, krótkich seriach. Kupują je u nas osoby wyjeżdżające za granicę, na prezenty dla Polaków tęskniących za dawnymi smakami. Niektóre mamy podają je dzieciom zamiast tradycyjnych słodyczy, bo można je jeść łyżeczką ze słoika, a najlepiej i najradośniej i najsmaczniej - palcem ze słoika, co zalecamy nawet na naszej etykiecie słoikowej.
Klr: - I jeszcze bardzo, bardzo ważny efekt ekonomiczno-społeczny ożywienia tej kulinarnej tradycji w Waszej wsi. Wiele rodzin rolniczych ze Strzelec Dolnych ma znowu dzięki temu źródło dochodu, pozwalające na utrzymanie rodziny. O super zadowolonych klientach już nie wspomnę, bo to było widać 6 i 7 września 2025 roku, na jubileuszowym, już 25. Święcie Śliwki. Blokowały się wszystkie drogi dojazdowe do Waszej wsi. Tak zresztą jest niemal co roku!
Jan Iwanowski: - Powiem tak. Sprzedaż produktów tradycyjnych pozwala na to, żeby kobiety z naszych gospodarstw powidlarskich - nie muszą szukać pracy w mieście. Domowe przetwórstwo – bardzo pracochłonne – pochłania naszym paniom – i panom również - dostatecznie dużo czasu. Ale i daje profity. Podkreślmy to jeszcze raz – my nadal smażymy nasze powidła w kotłach miedzianych, mieszając gotujące się owoce tak zwanym drewnianym bocianem. Tak jak każde nam nasza tradycja! Są to owoce zrywane prosto z drzewa, żadne mrożonki. W śliwkowym sezonie jest więc co robić. Muszę niestety powiedzieć z żalem i to, że nie w każdym gospodarstwie znajdzie się młody następca. To jest wszak naprawdę bardzo ciężka praca i nie wszyscy są do niej przekonani. Niektórzy szukają „lżejszego chleba”. I to mnie trochę martwi. Na początku było 12. gospodarstw powidlarskich. Później już 9. W tym roku było już tylko 6. A nam, prekursorom i pionierom tego projektu właśnie przybyło 25 lat! I także już powoli czujemy w kościach i stawach te lata pracy przy kociołkach. U nas, w naszym gospodarstwie są następcy. Moja żona jest ode mnie 8 lat młodsza i razem też jakoś jeszcze – wspierając się nawzajem – prowadzimy dodatkowo gospodarstwo agroturystyczne pod wdzięczną nazwą „Śliwkowy Sad”, gdzie udziela się także nasz syn Maciej i jego żona Ewelina. Mamy tutaj i salę biesiadną i kilka miejsc noclegowych – to i perspektywa dla młodych jest trochę szersza. Natomiast kontynuowaniem naszej działalności przetwórczej jest zainteresowany syn Jakub. Spośród naszych powidlarzy małą agroturystykę prowadzą też inni rolnicy. W sumie 6.rodzin. Wszędzie można zorganizować wesele, przyjęcie rodzinne lub komunijne, chrzciny czy imieniny babci lub cioci. To uzupełnia naszą przetwórczą działalność. Czy jednak znajdą się następcy? Ten jubileusz każe coraz głośniej mówić o tym i działać, by zatrzymać młodych gospodarzy w Strzelcach Dolnych.
Hanna Iwanowska: - Z okazji naszego jubileuszu, chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim, którzy przez te 25 lat nas wspierali i wspierają, szczególnie na początku naszej działalności. Ale najpiękniejsze podziękowania należą się naszej obecnej pani sołtys – Elżbiecie Saj. Przybyła do naszej wioski wiele lat temu z Bydgoszczy. Przywiodła ją tutaj miłość do jednego z naszych młodych gospodarzy i tak już została, wychodząc za niego za mąż. Sołtysem wsi jest od 2008 roku. Dzisiaj Elżbieta nie wyobraża sobie mieszkać w mieście, do którego wcześniej troszkę tęskniła. Jest wspaniałą panią sołtys i wspiera we wszystkim nie tylko Święto Śliwki, ale całą wieś.
Klr: - Czego Wam Kochani życzyć z okazji tego pięknego jubileuszu 25-lecia Święta Śliwki, które rozsławiło na cały świat, nie tylko Waszą wieś i gminę, ale także powiat bydgoski i województwo kujawsko-pomorskie.
Hanna Iwanowska: - Chcielibyśmy, by jak najwięcej gospodarstw miało kontynuatorów naszej działalności, naszej tradycji, która tak naprawdę pomogła nam podźwignąć się z gospodarczej zapaści z przełomu wieku XX i XXI. Chcielibyśmy świętować kolejne jubileusze, organizować kolejne jarmarki śliwkowe, które tak jak ten jubileuszowy - oby co roku przywodziły do nas wielu wystawców i tysiące gości, tak naprawdę odwiedzających nas przez cały rok. Przyjeżdżają bowiem oni do nas przed świętami, przed rodzinnymi uroczystościami, by zaopatrzyć się w domowe pyszności. I niech tak zostanie jak najdłużej.
- Tego zatem serdecznie życzę wszystkim powidlarzom ze Strzeleckiej Doliny
- Krystyna Lewicka-Ritter, Wasza Kujawianka






