HARCERZ, PATRIOTA, REGIONALISTA, PEDAGOG i WYCHOWAWCA, MIŁOŚNIK SZTUKI I MILITARIÓWSPOŁECZNIK I SAMORZĄDOWIEC czyli NASZ DRUH WŁODEK Z KORONOWA
HARCERZ, PATRIOTA, REGIONALISTA, PEDAGOG i WYCHOWAWCA, MIŁOŚNIK SZTUKI I MILITARIÓW, SPOŁECZNIK I SAMORZĄDOWIEC
czyli
NASZ DRUH WŁODEK Z KORONOWA
W tym artykule chciałabym przedstawić wyjątkową postać Powiatu Bydgoskiego – docenta WŁODZIMIERZA DOMKA – przewodniczącego Rady Kultury Lokalnej i Promocji Ziemi Bydgoskiej Powiatu Bydgoskiego. DRUH WŁODEK, bo tak o nim przeważnie mówimy, jest człowiekiem wielu pasji i talentów. Przygotowując się do tego wywiadu próbowałam znaleźć metodę – jak to zrobić, by w prezentacji wieloletniego i wielopłaszczyznowego dorobku tego wybitnego Regionalisty, nie uronić niczego co jest sensem i treścią jego życia. Podzieliłam zatem tę opowieść na tematyczne wątki, jakże wszystkie ważne w jego dorobku.
NAJWAŻNIEJSZE JEST HARCERSTWO i MIŁOŚĆ DO HISTORII!
Krystyna Lewicka-Ritter: – Obecny harcmistrz Hufca ZHP Koronowo - Włodzimierz Domek pierwszy harcerski mundur założył w Szkole Podstawowej nr 59 w Bydgoszczy. Miałeś wtedy Włodku 13 lat i chciałeś zdobywać świat.
Włodzimierz Domek: - Był rok 1973, gdy zaczęła się moja harcerska przygoda, trwająca także przez cały okres szkoły średniej w bydgoskim VI Liceum Ogólnokształcącym, gdzie w 1979 roku zdałem maturę. Później na studiach uniwersyteckich w Toruniu, poza harcerstwem, była również przynależność do Niezależnego Zrzeszenia Studentów i dystrybucja niezależnych wydawnictw z drugiego obiegu. Jak dziś pamiętam te zakazane wówczas tytuły: „Rewolucja bez rewolucji” Leszka Moczulskiego czy „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza. Wtedy również poznałem moją żonę Jolantę, z którą uczestniczyliśmy razem – już jako studenckie małżeństwo - w strajkach młodzieży akademickiej przełomu lat osiemdziesiątych. Gdy urodził się nasz syn Aleksander, przeprowadziliśmy się w roku 1984 do Koronowa. Ja rozpocząłem pracę w szkole podstawowej w Mąkowarsku, Jola później w Koronowie. Przez całe moje życie byłem i jestem wierny mojej harcerskiej służbie. Na początku XXI wieku zostałem komendantem Hufca Koronowo. Tę funkcje pełniłem do czasu, kiedy w 2010 roku wybrano mnie na dwie kadencje przewodniczącym Rady Miejskiej w Koronowie.
Drugą moją wielką pasją - jest historia, którą przybliżam także harcerzom. Z inicjatywy mojego kolegi, niestety już świętej pamięci - Adama Rolofa - stworzyłem w 1991 roku swoją prywatną Harcerską Izbę Tradycji Wojska Polskiego imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego. Łączę w niej te dwie moje wielkie miłości: harcerstwo i historię. To już 35 lat jak gromadzę coraz cenniejsze militaria, za pomocą których ilustruję także moje historyczne opowieści.
To jest takie moje mobilne małe muzeum, które zabieram na swoje - nie tylko harcerskie - lekcje historii. Zabieram je także na organizowane wystawy militariów - gdzie te przedmioty nie tylko można, ale trzeba dotykać. Wtedy łatwiej czuć tę historię, która jest na wyciągnięcie ręki. Pokazywałem moje artefakty między innymi na zlotach harcerskich w Krakowie, w Zegrzu, Gnieźnie, na Polach Grunwaldu, gdzie moi harcerze zdobywają zaszczytne tytuły Drużyny Grunwaldzkiej, a hufiec Koronowo – Hufca Grunwaldzkiego. Miałem również wykład i wystawę moich militariów w Warszawie na harcerskim, kultowym rajdzie „Arsenał”, upamiętniającym akcję harcerzy pod Arsenałem 26 marca 1943 roku. W Koronowie zresztą organizuję z harcerzami swoje obchody tego bohaterskiego czynu odbicia z rąk Gestapo legendarnego harcmistrza Janka Bytnara „Rudego”.
Satysfakcją dla mnie były też zajęcia, które prowadziłem przed Muzeum Bitwy nad Bzurą w Kutnie, gdzie byłem na rajdzie z moimi harcerzami. W tej największej bitwie kampanii wrześniowej 1939 roku, 17 września zginął także mój dziadek – Adam Zachwieja żołnierz IV Kompanii 61. Pułku Piechoty.
Moja kolekcja militariów liczy około 2,5 tysiąca eksponatów – od szabli poprzez bagnety po guziki, pocztówki i różne dokumenty. Ze względu na brak miejsca w domu, jej część eksponowana jest również w Punkcie Informacji Turystycznej na rynku w Koronowie. Dziękuję mojej żonie, że toleruje tę moją kosztowną bądź co bądź pasję historyczną, bo kupowanie nowych obiektów do tej kolekcji to także jest pasja, pozwalająca mi piękniej nauczać młodych ludzi historii. Ogromnie ubolewam, że niestety stan wiedzy historycznej kolejnych pokoleń uczniów jest coraz gorszy! Jak zatem mamy uczyć dzieci i młodzież miłości do Ojczyzny, patriotyzmu - skoro oni nie znają naszej historii?
Staram się zatem indywidualnie, jednoosobowo nadrabiać te braki w edukacji. Pod koniec ubiegłego roku przez tydzień, w szkole we Wtelnie, przeprowadzałem z moim niezawodnym pluszowym Misiem Krzysiem – w ramach wolontariatu własnego - zajęcia historyczne dla wszystkich klas – od zerówki do klas ósmych. Ostatnio w Koronowie organizowałem również konferencję dla młodzieży i mieszkańców naszego miasta dotyczącą rozejmu w Trewirze, gdzie gościliśmy potomka Powstańca Wielkopolskiego, który pokazał uczestnikom tej konferencji powstańcze odznaczenia swojego dziadka! Na sali było około 200 osób. Podałem komendę „baczność”, by oddać hołd Powstańcom Wielkopolskim i temu człowiekowi, o bohaterstwie którego świadczyły te powstańcze odznaczenia i medale. Czułem jak po sali przebiega dreszcz emocji i wzruszenia.
Od wielu lat co roku z moją żoną - podhacmistrzynią druhną Jolą, jesteśmy 1 sierpnia na Powązkach w Warszawie. Aktywnie uczestniczymy w obchodach kolejnych rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego. Odwiedzamy grób Jędrusia Szwajkerta, młodego Inowrocławianiana, Powstańca z Kujaw. W 2004 roku byliśmy z naszą drużyną z Koronowa na harcerskim Rajdzie Małego Powstańca i pomagaliśmy również przez 4 dni w pracach, które umożliwiły otwarcie Muzeum Powstania Warszawskiego w zaplanowanym terminie.
Tej miłości Ojczyzny uczę młodzież także poprzez poznawanie lokalnej historii. Mamy przecież w naszym mieście rekonstrukcję zwycięskiej Bitwy pod Koronowem, która miała miejsce 10 października 1410 – to również jest okazja do edukacji historycznej „na żywo”. Takie inscenizacje, już od 1997 roku organizowali zresztą koronowscy harcerze.
BARDZO WAŻNA BYŁA TAKŻE PRACA PENITENCJARNA W ZAKŁADZIE KARNYM
Krystyna Lewicka-Ritter: - Podkreślasz Włodku, że ważnym etapem Twojego życia była praca w koronowskim Zakładzie Karnym, gdzie długoletnie wyroki odbywają najniebezpieczniejsi przestępcy. Pracę w tym więzieniu rozpocząłeś w 1990 roku i przepracowałeś tam jako wychowawca ponad 20 lat!
Włodzimierz Domek: - Pracę w tym zakładzie rozpoczynałem krótko po słynnym buncie osób osadzonych w polskich więzieniach, między innymi w Nowogardzie, Goleniowie, Czarnem. Moimi podopiecznymi byli wtedy ludzie biorący udział w tych buntach, z wyrokami od 10 do 25 lat. Złodzieje, mordercy, gwałciciele. To byli bardzo zdemoralizowani ludzie. Poznawałem ich losy i… od tego czasu nie oglądam horrorów, ponieważ na moim oddziale więziennym życiorys każdego z siedemdziesięciu osadzonych to była albo książka-horror albo film grozy.
Poszukując metod ich resocjalizacji, poza pracą w więziennej fabryce mebli i w szkole- rozpocząłem organizację spotkań rodzinnych. Przyjeżdżały ich dzieci, żony, partnerki, matki. Zdarzało się, że po takich odwiedzinach może trochę łagodnieli i łatwiej było do nich dotrzeć z jakąś wychowawczą gawędą. Współorganizowałem im także zajęcia plastyczne, podczas których mogli malować, rysować, rzeźbić. W czasie, gdy karę odbywał w tym więzieniu jeden ze znanych bydgoskich artystów malarzy – pozostałym umożliwiałem korzystanie z jego wskazówek. Niektórzy z nich to byli naprawdę zdolni ludzie. Rzeźby więźniów znajdują się do dzisiaj w koronowskim kościele.
Organizowaliśmy również czasami jakieś koncerty muzyczne dla więźniów. Kiedyś nawet zaryzykowałem i pozwoliłem moim podopiecznym poza murami zagrać mecz w piłkę nożną. W każdą niedzielę w więzieniu odprawiana była także msza święta dla skazanych.
Zadbałem również o dzieci więźniów, które przyjeżdżały w świąteczne odwiedziny do swoich ojców. Dla ich dzieci zorganizowałem prezenty przygotowywane przez Adwentystów Dnia Siódmego ze Szwajcarii, z którymi nawiązałem współpracę. Mało tego, jednego roku, niektóre z tych dzieci, zabraliśmy razem z naszymi harcerzami, na rajd pod Grunwaldem! I to była bardzo dobra wychowawcza wycieczka. Te dzieci zobaczyły zupełnie inny świat, znalazły się w zupełnie innym środowisku.
Resocjalizacja jednak, to proces długotrwały i nie zawsze skuteczny. Teraz, gdy już nie pracuję w zakładzie karnym, kiedy spotykam czasami moich dawnych podopiecznych, widzę że w niektórych przypadkach, chyba moje metody dały pozytywny skutek. Powiem tak, nawet jeśli udałoby się zresocjalizować choćby jednego z tych więźniów, to warto było tam pracować. Myślę jednak, że przez 20 lat pracy w tym miejscu, uratowałem więcej niż jednego więźnia od totalnego wykluczenia go z życia. A gdy spotykam któregoś z nich na ulicy - kiedyś nawet w filharmonii czy na lotnisku - zawsze zwracają się do mnie - panie wychowawco. No, ale niestety, niektórzy po wyjściu na wolność, znów wracali za kratki.
Wspominając ten okres w moim życiu, chciałbym powiedzieć, że z kilkoma kolegami z pracy staraliśmy się także zmieniać taką obiegową, niezbyt pochlebną opinię o pracownikach służby więziennej, których społeczeństwo czasami postrzega dość negatywnie. Dlatego jako pracownicy więzienia organizowaliśmy dla mieszkańców Koronowa jakieś miłe festyny, imprezy kulturalno-sportowe i… chyba udało się nam pokazać nasze środowisko w lepszym świetle.
KORONOWO MOJE UKOCHANE MIASTO
Krystyna Lewicka-Ritter: - Nigdy nie ukrywałeś Włodku, że Koronowo - jak mówisz – jest najpiękniejszym miastem w Polsce. Tu mieszkasz, tutaj pracujesz, tutaj oprowadzasz wycieczki pokazując te wszystkie zachwycające swoją historycznością miejsca. Koronowo, to miasto z cysterskimi korzeniami. A zakład karny, o którym mówiliśmy wcześniej, mieści się w XVII-wiecznym dawnym klasztorze cystersów.
Włodzimierz Domek: - Moją wielką pasją jest historia w ogóle, a w szczególe – historia Koronowa. Kocham to miasto, a jego historią staram się zainteresować nie tylko moich harcerzy. Bo są tutaj rzeczy naprawdę wspaniałe! Jak choćby ów pocysterski klasztor, obecnie więzienie, o którym wspomniałaś, i po którym – jako obiekcie historycznym - oprowadzam różne wycieczki. Ale niebawem, będzie tutaj także ważne wydarzenie. Możesz to już Krysiu napisać jako pierwsza, że w dniach 29-30 września, wspólnie z panem profesorem Dariuszem Karczewskim z bydgoskiego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, współorganizuję w moim mieście Międzynarodową Konferencję na temat Dziedzictwa Cystersów Byszewo-Koronowo. Mamy już 18. znanych prelegentów z całej Polski. To także czynię z miłości do tego miasta.
Kocham również koronowski park, ze względu na rosnące tam graby zwany Grabiną. To historyczne miejsce, powołane zostało do życia przez Towarzystwo Miłośników Upiększania Koronowa w połowie XIX wieku. Ówcześni działacze tego towarzystwa, skupiającego Polaków, Żydów i Niemców, docenili walory przyrodniczo-krajobrazowe tego pagórkowatego, polodowcowego terenu, który służy nam do dzisiaj.
Piękna nasza Bazylika Mniejsza pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, z jej wczesnobarokowym wystrojem wnętrza, z obrazami Bartolomeusa Strobla, który był osobistym malarzem króla Władysława IV Wazy. Bazylika z zabytkowymi organami i gotycką bryłą budynku kościelnego, to prawdziwa perła w koronowskiej koronie..
Koronowo, ma wiele, jakże cudownych obiektów, które zachwycają nie tylko architekturą, ale które też pokazują, że w tym mieście odbija się historia Polski od średniowiecza począwszy, a nawet i jeszcze wcześniej, ponieważ dysponujemy również wykopaliskami archeologicznymi.
Obecnie pracuję nad przywróceniem mojemu miastu historii kobiet związanych z Koronowem, by wymienić tylko Wiktorię Moschal, wdowę po właścicielu dawnego wielkiego tartaku przy ulicy Dworcowej, która nie tylko finansowo, wspierała protestujących w strajku szkolnym w 1906 roku. Kolejna kobieta, aptekarzowa – Adela Nizińska, związana z Polskim Czerwonym Krzyżem i harcerstwem, które powstaje w Koronowie 26 stycznia 1920 roku. Następnie pani Stefania Korytowska, która uczyła dzieci języka polskiego, organizując tę naukę w swoim mieszkaniu, czym narażała się zaborcom. Od kilku lat pracuję nad tą historią i pozostaję pod wrażeniem dokonań tych wszystkich niegdysiejszych Koronowianek, o których napiszę w mojej książce.
Niestety, to nad czym bardzo boleję, to fakt, że dotąd nie mamy w Koronowie muzeum z prawdziwego zdarzenia, a jedynie ciekawy Punkt Informacji Turystycznej prowadzony przez mojego wychowanka Piotra Jaśka.
Z miłości do mojego miasta, w 2010 roku stanąłem również do wyborów samorządowych zdobywając w nich mandat radnego miejskiego. Państwo radni wybrali mnie również przewodniczącym rady miejskiej w Koronowie, co było dla mnie ogromnym zaszczytem. I to podwójnym, ponieważ w kolejnej kadencji ponownie obdarzono mnie tą powinnością. Moja praca obejmowała również teren całej gminy, czyli 31 sołectw! Do tego piękne tereny rekreacyjne z Zalewem Koronowskim na czele, działki rodzinnych ogrodów między innymi w Pieczyskach, Tuszynach, Lipkuszu, Samociążku i bardzo dużo nowych mieszkańców z ich problemami oraz równie dużo ważnych spraw rdzennych mieszkańców miasta i gminy. Było co robić, ale ten czas również wspominam fantastycznie, ponieważ udało się zrobić dużo nowych inwestycji. Z szacunkiem też wspominam Stanisława Gliszczyńskiego – ówczesnego burmistrza.
REGIONALIZM I INNE PASJE
Krystyna Lewicka-Ritter: - Po 8 latach samorządowych doświadczeń, stają przed Tobą nowe zadanie. Oto profesor Marek Chamot - rektor bydgoskiej Wyższej Szkoły Gospodarki oraz jej kanclerz – docent Filip Sikora powierzają Ci funkcję kierownika Pracowni Regionalistycznej. Przy poparciu władz samorządowych województwa kujawsko-pomorskiego integrujesz pod skrzydłami WSG wspaniałych regionalistów naszego województwa. Rodzi się nieformalna rada regionalistów, a później także ta powstała z inicjatywy Piotra Kozłowskiego, starosty bydgoskiego – Rada Kultury Lokalnej i Promocji Ziemi Bydgoskiej, której zostajesz przewodniczącym, powołując mnie na swoją zastępczynię. Mogę powiedzieć, że rewelacyjnie zdałeś ten egzamin w tak prekursorskiej dziedzinie!
Włodzimierz Domek: - Byłem zmęczony po tych 8 latach niełatwą pracą w samorządzie. Nie stanąłem zatem do kolejnych wyborów i z ogromną radością podjąłem się tego fantastycznego, nowego zadania! Był przełom roku 2019 – 2020. Wybucha pandemia, która zamraża wszystko! Obowiązuje izolacja społeczna, umierają ludzie, panuje ogólne przerażenie! Ale na szczęście jest Internet i spotkania on-line. Chociaż tyle i aż tyle! Organizujemy na WSG w przestrzeni on-line wykłady dla studentów, także tych z uniwersytetów trzeciego wieku. Ale przede wszystkim szukamy - razem z rektorem i kanclerzem uczelni - w gminach naszego województwa, na fejsbuku, poprzez kontakty ze znanymi mi już wcześniej regionalistami działającymi w terenie - kolejnych pasjonatów. Kiedy mija pandemia już mamy całkiem sporą grupę tych niezwykłych ludzi. Szczególnie zależało mi na osobach niezinstytucjonalizowanych, tych praktyków - jak Ty ich Krysiu nazywasz „z soli i z roli”, często – jak mówisz – mieszkających daleko od szosy. Celem jest stworzenie nie tylko płaszczyzny integracyjnej dla tych wspaniałych ludzi, ale także stworzenie im coraz szerszych możliwości działania, wykorzystania ich potencjału ku pożytkowi obopólnemu. Dość powiedzieć, że dzięki tym wzajemnym kontaktom starosta bydgoski zorganizował w ubiegłym roku wspaniały Retro Rajd Zabytkowych Aut po Powiecie Bydgoskim – co pozwoliło zaprezentować walory turystyczne i gospodarcze powiatu. Pomogli w tym bardzo właśnie nasi Regionaliści z Rady Kultury Lokalnej: Marcin Leśniewski ze Stowarzyszenia Miłośników Klasycznej Motoryzacji, prowadzący również na antenie TV Polsat Play program „Poszukiwacze historii” oraz Marek Erdmann i jego Retromaniacy Metropolii Bydgoskiej. Fantastyczny przykład właśnie współpracy regionalistów ze starostą bydgoskim! No i kolejne ważne ogólnopowiatowe wydarzenie, czyli wspaniały cykl koncertów organowych, organizowany przez Piotra Kozłowskiego w kościołach wszystkich gmin powiatu! To przykład doskonałej współpracy samorządu i pasjonatów z terenu gmin! Warto też podkreślić, że my jako powiatowi regionaliści, dzięki Iwonie Lichockiej – członkini Zarządu Powiatu, mamy swoje poczesne miejsce na stronie internetowej powiatu bydgoskiego, gdzie publikujemy także Krysiu Twoje wywiady z członkami Rady Kultury Lokalnej! A to bardzo ważne narzędzie promocji naszej działalności!
Cieszę się, że moja Pracownia Regionalistyczna WSG… podkreślę - tak moja, bo całym sobą żyję tym projektem - już w tej chwili działa tak bardzo aktywnie. Widać nas, regionalistów nie tylko w powiecie bydgoskim, ale w całym naszym województwie. By wymienić tylko Małgosię Grossmann z Osielska, Marię Ollick z Tucholi, Darka Chrobaka z Czernikowa, Pawła Beckera z Wąbrzeźna, Andrzeja Szalkowskiego z Rypina, Sebastiana Witkowskiego z Pakości, ciebie - Krystynę Lewicką-Ritter z Twoim ostatnim genialnym projektem - regionalnej prognozy pogody w Telewizji Bydgoszcz. W sumie mamy już w naszej wojewódzkiej radzie regionalistów blisko 120 osób, a w powiatowej 24.
W ubiegłym roku, odbył się już czwarty Kongres Regionalistów Województwa Kujawsko-Pomorskiego! I ciągle idziemy dalej. Planujemy w bydgoskiej Wyższej Szkole Gospodarki stworzyć kierunek regionalistyczny, gdzie na przykład moglibyśmy kształcić kolejnych pasjonatów kultury, historii, motoryzacji, a także przyszłych przewodników turystycznych. Wykładowcami tam będą między innymi praktycy! Regionaliści właśnie!
Kolejną moją pasją są media społecznościowe i zamieszczanie tam materiałów filmowych o tematyce historyczno-turystycznej. Mam dwa autorskie kanały na youtube: Włodzimierz Domek oraz Włodek Domek. Na tym ostatnim, na przestrzeni kilku lat, zamieściłem ponad 1800 filmików z naszych wspólnych z żoną podróży zagranicznych, które także stały się naszą wspólną pasją. Jola jest tutaj zawsze niezawodnym i doskonałym operatorem urządzeń nagrywających i rejestrujących to, o czym mówię. Dziękuję Ci za to Jolu kochana! Poza tym prowadzę trzy profile na FB: Druh Włodek Koronowo, Historia według Włodka oraz Harcerska Przestrzeń Kulturalna. Naprawdę jest tam co oglądać, bo to kopalnia wiedzy, z którą chcę się podzielić z jak największą grupą osób! Cóż zatem, na zakończenie - zapraszam Państwa do odwiedzania mnie nie tylko w Koronowie, ale także w Internecie!
Krystyna Lewicka-Ritter: - Dziękuję za rozmowę i życzę Ci nasz kochany Druhu Włodku wielu dalszych ciekawych aktywności i… chyba… tego muzeum w Koronowie, bo to jak przypuszczam będzie Twoje kolejne wyzwanie.
(zdjęcia pochodzą z archiwum autorki i Rozmówcy)






