ŁUKASZ GOLAS – PASJONAT REKONSTRUKCJI HISTORYCZNEJ HERBU PAŁUKA i WYSZELICA
Krystyna Lewicka-Ritter: - Zacny rycerzu średniowieczny wcielający się w postacie z rodu Pałuków i Wyszeliców. Szanowny rekonstruktorze historyczny, pojawiający się na imprezach w zbrojach średniowiecznych rycerzy. Poza tym, że jesteś znany ze swojej rekonstrukcyjnej działalności, to przede wszystkim – od prawie blisko dwudziestu lat- jesteś nauczycielem historii, obecnie w szkole podstawowej w Osielsku. Wśród uczniów cieszysz się uznaniem, ponieważ Twoje lekcje nie są nudne.
Łukasz Golas: - Tę pasję do historii zawdzięczam również mojej nauczycielce tego przedmiotu, pani magister Grażynie Gawlas z mojej Szkoły Podstawowej numer 65 w Fordonie. Teraz sam będąc nauczycielem w jakiś sposób spłacam ten dług, ucząc kolejne pokolenia Polaków - naszej polskiej i światowej historii. Bardzo się staram, by to nie były nudne lekcje. Zawsze mam do pokazania moim uczniom, albo jakieś ciekawe eksponaty etnograficzno-historyczne z mojej prywatnej kolekcji, albo filmy lub prezentacje multimedialne. Organizuję im także takie mini piesze rajdy pod hasłem „Nasza Mała Ojczyzna. Cudze chwalicie – swego nie znacie”, z mapą lokalnych atrakcji turystycznych w tle. Odnajdujemy wtedy na przykład ciekawe miejsca w gminie Osielsko lub Dobrcz. Dzięki temu, odwiedzając Żołędowo, poznajemy choćby dzieje herbu Nałęcz. Podobnie poznajemy historię, gdy idziemy pod pomnik we Włókach upamiętniający bitwę o tę miejscowość na początku kampanii wrześniowej 1939 roku. A takich ciekawych miejsc, uczących lokalnej historii dostępnej na wyciągnięcie ręki - jest na naszym terenie naprawdę wiele. Nieskromnie powiem, że na moich lekcjach historii nie ma nudy. I wiem, że uczniowie chętnie przychodzą na te zajęcia.
Klr: - Potrafisz ich zainteresować nie tylko historycznymi datami i ciekawymi miejscami. Dzięki temu, że od lat wielu gromadzisz swoje prywatne zbiory rzeczy ciekawych, wzbogacasz te lekcje wystawką artefaktów ze swojej prywatnej kolekcji.
ŁG: - Z zamiłowania jestem również archeologiem amatorem. Chodzę po lasach i wiejskich ścieżkach, także tych w okolicy niegdysiejszego średniowiecznego Wyszogrodu – dziś jest to miejsce blisko Zakładów Zbożowych w bydgoskiej dzielnicy Fordon o tej samej nazwie. Zbieram wówczas, mówiąc kolokwialnie – to co się da. Podczas takich archeologicznych wycieczek znajduję jakieś skorupy gliniane, jakieś kawałki cegieł, czyli to, co krety wydobędą na powierzchnię ziemi . Dla historyka wszystko ma swoją wartość. A może trafię tam na ślady Świętego Wojciecha? Koledzy ze Stowarzyszenia „Bydgoski Wyszogród” uważają bowiem, że tamtędy również wiodły Jego ścieżki.
Klr: - Jako rekonstruktor jesteś również założycielem kilku stowarzyszeń, kultywujących tradycje historyczne. W ten sposób uczysz także historii. Na wielu wydarzeniach pokazujesz się w stroju z danej epoki lub „wskrzeszasz” dawne obyczaje, nawiązując w ten sposób do historycznych wydarzeń w dziejach Polski. Najbardziej lubisz okres Średniowiecza.
ŁG: - Jakieś czternaście lat temu, przystąpiłem do grupy rekonstrukcyjnej „Nordvik”, nawiązującej swoimi strojami i happeningami do historii z około X wieku. Wtedy to, w celach prawdopodobnie handlowych, na nasze tereny przybywali Wikingowie. I to o nich opowiadały nasze happeningi, na których występowaliśmy także w zrekonstruowanych strojach Wikingów. To bardzo ciekawy kawałek naszej historii. Obecność Wikingów w naszym województwie kujawsko-pomorskim potwierdzają nawet trzy stanowiska archeologiczne wyraźnie wskazujące na ich tutaj obecność. Jedno znajduje się w Kałdusie koło Chełmna, drugie we wsi Pień, tam gdzie odkryto „Wampirkę Zosię” oraz trzecie - w wiosce Bodzia pod Włocławkiem. Znaleziono tam elementy uzbrojenia Wikingów, ich ozdoby, naczynia. Są to więc wiarygodne, historyczne źródła, które pozwoliły nam na odtworzenie historii Wikingów w naszym regionie. Jak tu dotarli? Ci skandynawscy wojownicy i żeglarze, najpierw dużymi łodziami przeprawiali się przez Bałtyk, a następnie Wisłą płynęli dalej w głąb Polski.
Klr: - Kilka lat później, zapragnąłeś jednak mieć własną grupę rekonstrukcyjną. I tak w roku 2019 założyłeś niewielką Grupę Rekonstrukcji Historycznej „Kasztelania Łekneńska”, również swymi działaniami nawiązującą do zacnych kart naszej regionalnej historii.
ŁG: - Ta grupa powstała po to, bym mógł kultywować pamięć rycerskiego rodu Pałuków, co było szczególnie bliskie mojemu sercu jako że i ja czuję się Pałuczaninem. Urodziłem się wszak w Szubinie. Tworząc tę grupę, na podstawie wiarygodnych źródeł historycznych, odtworzyłem zbroję rycerską z tamtej epoki, włócznie, sztylety, noże, biżuterię srebrną i brązową – wszystko zgodnie z „modą” XII i XIII wieku. Braliśmy udział w pokazach historycznych, gdzie często odgrywałem rolę Zbyluta z Panigrodza, kasztelana łekieńskiego, który w dokumencie z 29 czerwca 1153 roku opisał siebie jako obywatela polskiego! On jako pierwszy użył tego sformułowania!
Z radością i godnością na wielu wydarzeniach promowałem historię rycerskiego rodu Pałuków. Był to bowiem ród potężny i wpływowy także w okresie rozbicia dzielnicowego. Jeden z Pałuków brał czynny udział w nadaniu praw miejskich Bydgoszczy w 1346 roku. My, współcześni rycerze-rekonstruktorzy z „Kasztelanii Łekneńskiej” - w 2026 roku, z okazji 680-lecia nadania praw miejskich temu miastu - braliśmy udział w uroczystościach upamiętniających tamte wydarzenia. Wcieliłem się w postać Zbyluta - Kasztelana Nakielskiego i Gnieźnieńskiego z linii Gołanieckich, który 680 lat temu był w gronie osób będących świadkami tego, gdy król Kazimierz Wielki pieczętował ten bydgoski dokument.
Linia szubińska tego rodu szczyci się natomiast tym, iż Sędziwój Pałuka herbu Pałuka-Topór, założyciel Szubina - był od 1381 roku regentem Królestwa Polskiego. Wsławił się między innymi tym, iż w okresie bezkrólewia - sprowadził z Węgier w 1384 roku młodziutką 10-letnią Jadwigę Andegaweńską, koronowaną na króla Polski, co zapobiegło dalszemu bezkrólewiu w Polsce! Jak wiadomo, rzeczona Jadwiga w 1386 roku została żoną Władysława Jagiełły. I to również są fakty świadczące o zacności tego rodu. Z czasu tych moich łekneńskich rekonstrukcji pozostało mi to, że obecnie jestem przewodnikiem turystycznym po Kcynii i Szubinie.
Klr: - Podziwiam Twoją aktywność i wspaniałą inwencję twórczą w tak atrakcyjnym popularyzowaniu wiedzy historycznej. Niedawno utworzyłeś kolejną Grupę Rekonstrukcji Historycznej – „Wyszelice”. To także grupa nawiązująca do historii polskiego Średniowiecza. Zza naukowego biurka, zza nauczycielskiej katedry – choć zacności tym profesjom nie odmawiamy – nie uda się porywać tłumów do poznawania dziejów Polski. Natomiast na happeningach pasjonatów rekonstrukcji historycznej, gromadzicie wokół waszych stoisk – duże grupy osób zainteresowanych tamtymi czasami.
ŁG: - Tak jak powiedziałem, kocham historię okresu Średniowiecza. My rekonstruktorzy czerpiemy z tego twórczą satysfakcję, radość życia. Traktujemy to zajęcie również jako fajną formę spędzania czasu wolnego z rodziną i przyjaciółmi. Oczywiście jako historycy - również jako możliwość popularyzowania w takiej formie - wiedzy historycznej. Ale winien ci jestem jeszcze jedno uzupełnienie. Zanim powstała Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Wyszelice”, po drodze była jeszcze przez jakiś czas grupa „Najemni Normańscy”, nawiązująca do historii XI wieku. Wtedy to Wikingowie osiedlali się między innymi we Francji i jako „zawodowi” wojowie, rycerze-najemnicy - zasilali szeregi wojsk biorących udział w krzewieniu wiary chrześcijańskiej w Europie, również w tak zwanych wojnach krzyżowych. I my poprzez działalność grupy rekonstrukcyjnej „Najemni Normańscy” staraliśmy się – oczywiście występując na wydarzeniach w strojach z epoki – opowiadać o tej XI-wiecznej historii Wikingów, o których opowiadaliśmy już także w grupie „Nordvik”. Aktualnie natomiast - poprzez grupę „Wyszelice”, kontynuujemy historie XIII- XIV-wieczne związane z polskim rycerstwem z Gądecza, Brzeźna i ze Strzelc – miejscowości obecnie dzielonej na Strzelce Górne i Dolne. To są dzieje rycerzy potężnego rodu Wyszeliców, z którego wywodzili się i kasztelanowie i wojewodowie świeccy. W okresie panowania książąt kujawskich mieli oni wpływ - aż do 1309 roku - na losy północnych Kujaw i stosunki polityczne z władcami Pomorza Gdańskiego. Rycerze tego rodu na początku XIV wieku powiększali swoje terytorium walcząc o grunty kościelne z cystersami z Byszewa i z Koronowa. I skutecznie im je wtedy odebrali, między innymi Hutną Wieś i młyn nad rzeką Chełmszczonką koło Gądecza. W sumie ponad trzysta hektarów ziemi.
Klr: - Grupa „Wyszelice” ma dopiero dwa lata. Na potrzeby działalności tej grupy znów trzeba było uszyć kolejne kostiumy, zrobić nowe, charakterystyczne dla tamtej epoki „umundurowanie”.
- ŁG: - I już to prawie zrobiliśmy! By jednak działać skuteczniej i móc choćby uczestniczyć w projektach samorządowych, powołaliśmy wraz z moją żona Magdaleną Fundację „Wyszelice”, która umożliwia nam pozyskiwanie skromnych środków na realizację naszej pasji. Żona najchętniej zajmuje się szyciem strojów i przygotowywaniem dekoracji oraz jadła i napitku – ściśle według średniowiecznych receptur. Ja natomiast zajmuję się „uzbrojeniem” grupy i „opancerzeniem”. Mam już kompletny kostium, który pozwala mi przedstawiać również postać Stanisława z Gądcza herbu Wyszelica. Posiadam pełną kolczugę rycerską wraz z hełmem garnczkowym, miecze, tarcze, ostrogi oraz inne uzbrojenie. U znajomego kowala zamawiam zbroje, miecze i topory, włócznie, noże, tarcze z herbami, gdzie herby odtwarzam najczęściej z pieczęci. U znajomego jubilera natomiast obstalowuję złote i srebrne pierścienie i pieczęcie. U garncarza, Tomka Porazińskiego z Wioski Ginących Zawodów w Koronowie – zamawiam gliniane naczynia. Mamy też namioty i wyposażenie rycerskiego obozu – stoły, ławy, krzesła nożycowe. To lata moich własnych inwestycji, za które jak obliczyłem mógłbym kupić małe mieszkanie. Na szczęście moja żona Magda podziela moją pasję do tego stopnia, że – gdy rok temu braliśmy ślub, zgodziła się na ślub w stylu rycerskim!
Klr: - Ale działasz w tej grupie nie tylko w rodzinnym gronie. Niedawno przystąpili do niej również inni zacni rycerze-rekonstruktorzy, także pieczętujący się herbem Wyszelica.
ŁG: - Cieszy mnie to, że do tej grupy „Wyszelice” dołączyli także inni znani bydgoscy rekonstruktorzy. Jest z nami Robert Grochowski - bydgoski archeolog, który odkrył między innymi słynny skarb w bydgoskiej katedrze w 2018 roku. Robert wciela się w postać Hugona z Brzeźna, również herbu Wyszelica. Hugon był przybocznym rycerzem Mściwoja II - księcia pomorskiego. Natomiast historyczną postać Adama ze Strzelc, herbu Wyszelica - przedstawiał będzie słynny nasz bydgoski rekonstruktor - Waldemar Młodawski , który chce przystąpić do naszej grupy z żoną i dziećmi. Będziemy teraz na imprezach popularyzować dzieje rycerstwa północnych Kujaw i południowego Pomorza z rodu Wyszeliców, tych, żyjących w XIII i na początku XIV wieku! Ale oprócz tego będziemy także kultywować średniowieczne obrzędy, na przykład dziady wiosenne i jesienne, święta związane z kultem Matki Mokoszy, święto Szczodre Gody – czyli w chrześcijaństwie po prostu Boże Narodzenie.
Dzieje Wyszeliców przypadają w bardzo ciekawym okresie historycznym panowania książąt dzielnicowych. Wiemy z historii, że Stanisław z Gądecza herbu Wyszelica popierał dążenie Władysława Łokietka do zjednoczenia ziem polskich w jedno królestwo, przez co ród ten stracił niestety po 1300 roku swoją pozycję. A zjednoczenie po rozbiciu dzielnicowym udało się dopiero Władysławowi Łokietkowi w 1320 roku. Wcześniej jednak w 1309 roku Wyszelice wsławili się obroną przed Krzyżakami grodu w Świeciu. I w tym roku niestety historia tego walecznego rodu wygasa. Prawdopodobnie zginęli broniąc polskości Świecia przed nawałnicą krzyżacką. No i te właśnie historie chcemy ludziom na imprezach i różnych spotkaniach opowiadać.
Klr: - Widziałam niedawno na facebook-u, jak Wasza grupa „Wyszelice” zorganizowała rekonstrukcję religijnej pielgrzymki do miejsc świętych, nawiązując do niegdysiejszych pątniczych szlaków.
ŁG: - Chodziły drzewiej pielgrzymki do cudownych obrazów, do kościołów słynących cudami. Szły całe rodziny, kobiety, dzieci, rycerstwo… Dlatego i my, w sześciosobowej grupie rekonstruktorów, poszliśmy 10 maja 2026 roku na taką pielgrzymkową trasę. Szliśmy w strojach z epoki, fragmentem szlaku handlowego Via Mercantorum. Trasa naszej dwudziestojednokilometrowej pielgrzymki wiodła od kościoła w Strzelcach Górnych przez Gądecz do wsi Włóki – gdzie odwiedziliśmy piękny zabytkowy, drewniany kościółek z 1699 roku. Dalej szliśmy na Suponin i Kozielec do pielgrzymkowego sanktuarium w Topólnie. Stamtąd do Grabowa i Grabówka i zakończenie pielgrzymki mieliśmy w kościele w Grucznie. Z szacunku dla tej pątniczej tradycji otrzymaliśmy nawet błogosławieństwo od naszego Biskupa Bydgoskiego, księdza Krzysztofa Włodarczyka. Po drodze, wzbudzaliśmy spore zainteresowanie i opowiadaliśmy tym, których spotkaliśmy po drodze - o tradycjach pątniczych i oczywiście o historii Wyszeliców.
Klr: - Celowo prowadzę Łukaszu ten wywiad z Tobą w formie wykładu historycznego, by pokazać Czytelnikom z jaką historyczną wiarygodnością odtwarzacie w swoich rekonstruktorskich działaniach dzieje dawnej Polski i jej mieszkańców. Jaką rozległą musicie mieć wiedzę, by odtworzyć artefakty z epoki, czyli broń, przedmioty codziennego użytku, a także stroje damskie i męskie, a nawet dziecięce. Szkice do tych rekonstrukcji opracowujesz na podstawie materiałów źródłowych, szukając inspiracji nie tylko w archiwach, bibliotekach czy w pracach naukowców. Sam sięgasz również do dawnych rękopisów - prowadząc swoje własne badania.
ŁG: - No tak, zdjęć z tamtego okresu - nie ma. Na dokumentach zachowały się jednak oryginalne pieczęci z herbami rodowymi. Właśnie niedawno miałem zaszczyt dotykać pieczęci Wyszeliców odciśniętej na aktach znajdujących się w Archiwum Bydgoskim. Wcale nie było łatwo je znaleźć. Kosztowało mnie to sporo czasu i starań! Ale dzięki temu odtworzyłem bardzo wiernie te pieczęcie z herbem Wyszeliców. Co do rekonstrukcji innych artefaktów - pozostają najczęściej tylko opisy w archiwalnych dokumentach pisanych po łacinie. Korzystam także z książek autorstwa słynnych historyków, by wymienić choćby dzieła kronikarzy Jana Długosza czy Galla Anonima, a także źródła Kujawskie, Pomorskie i Wielkopolskie. Na podstawie tych źródeł zrekonstruowałem wiele historycznych strojów i średniowiecznych przedmiotów. A wszystko po to, by rekonstrukcje historyczne były jak najwierniejsze pierwowzorom. Nawet gdy walczę na miecze, włócznie lub topory używam broni wiernie skopiowanej ze źródeł historycznych. Używam również staropolskich zwrotów w mowie i w piśmie. Teraz marzę jeszcze tylko o kupnie konia (śmiech).
Klr: - Jesteś znany z tego, że książki dosłownie „połykasz”, ponieważ potrafisz czytać „całymi stronami”. To rzadka umiejętność…
ŁG: - … pozwalająca mi bardzo dużo czytać. Konsekwencją tego jest również fakt, że korzystając ze swojej wiedzy historycznej, którą ugruntowywałem latami, zdarza mi się - nawet w poważnych dziełach naukowych - znajdować błędy. Bywa, że wtedy piszę do autorów – oczywiście tych żyjących – i wysyłam maile z informacją, że jest na przykład błąd w przypisie, który w ogóle nie odnosi się do tego co jest w tekście. Zdarzają się także błędy, choćby w nazewnictwie rzek-odnóg Brdy lub Wisły. Wówczas jako pasjonat również geografii historycznej - piszę do żyjących autorów, zwracając uwagę na tego rodzaju nieścisłości. Uwielbiam czytać książki odnoszące się do mojego ulubionego okresu historycznego, czyli do Średniowiecza. Aktualnie czytam „Mściwoja II” autorstwa gdańskiego profesora Błażeja Śliwińskiego i… niestety… tam również znalazłem pewne pomyłki.
Klr: - Nie mogę Łukaszu na koniec tej rozmowy nie wspomnieć o naszej niedawnej, wspólnej akcji, proklamowania Światowego Dnia Kujaw i Kujawiaków, w dniu 7 lipca. To Ty, natychmiast po ogłoszeniu przeze mnie chęci zorganizowania takiego święta – odpowiedziałeś, że właśnie 7 lipca w 1136 roku po raz pierwszy użyto nazwy Cuiavia w Bulli Gnieźnieńskiej. I że ten dokument jest niejako metryką urodzenia Kujaw! Na zorganizowanie Światowego Dnia Kujaw i Kujawiaków zgodził się Piotr Kozłowski – Starosta Bydgoski. Współorganizacji tego święta w dniu 7 lipca, już w tym roku 2026, podjęły się również – wespół z powiatem - także władze Solca Kujawskiego i Soleckiego Centrum Kultury. Myślę, że byłoby wspaniale, gdybyś ze swoimi przyjaciółmi rekonstruktorami przybył w pełnej średniowiecznej gali na to święto, podkreślając ten właśnie średniowieczny, historyczny kontekst wydarzenia sprzed 890 lat!
ŁG: - Zrobimy to z największa przyjemnością. Będziemy przecież świętować 890 urodziny Kujaw! Podkreślając zatem jeszcze bardziej ten średniowieczny charakter kujawskiej metryki zacytuję w tym wywiadzie ów fragment z Bulli Gnieźnieńskiej z 1136 roku, który brzmi tak: "Item ville archiepiscopales per Cuiaviam: Cholm, Conare, Bachora, Poddambia, Hermanovo, Drvalevo, et hee omnes cum suis possessoribus de possessione archiepiscopali sunt". Tłumaczenie: „Także wsie arcybiskupie na Kujawach: Chełm, Konary, Bachorza, Poddębia, Hermanowo, Drwalewo — i wszystkie one wraz ze swymi mieszkańcami (posiadaczami) stanowią własność arcybiskupią.” Gratuluję Ci Krystyno tego pomysłu, a naszym Państwu Starostom Bydgoskim - Piotrowi Kozłowskiemu i jego zastępczyni Iwonie Lichockiej– współrealizacji tego przedsięwzięcia. Przecież sześć spośród ośmiu gmin powiatu bydgoskiego ma rodowód kujawski! Warto podkreślić to właśnie organizacją takiego święta, które będzie przecież świętem całych Kujaw - od Włocławka przez Bydgoszcz do Inowrocławia.
Zdjęcia w galerii – własność: Łukasz i Magdalena Golas
